Czy zgodziłbyś się na kryzysowe obniżenie płacy?
Pracodawcy główkują jak przetrwać kryzys. Wielu z nich ucieka się do najprostszych sposobów, czyli zmniejszania kosztów zatrudnienia.
Lokata strukturyzowana Czarne Złoto mBank proponuje Klientom lokatę, dzięki której można zyskać na umiarkowanym wzroście cen kontraktów terminowych na ropę naftową Brent.
Zwalnianie pracowników to jednak radykalne wyście. Dlatego szefowie uciekają się do półśrodków - obniżają pensję, obcinają premię, zabierają bonusy lub każą podwładnym pracować za darmo. Czy zgodziłbyś się na tego typu ograniczenia i do jakiej granicy? A może cenisz się i nie zamierzasz iść na żadne kompromisy, bo pracę znajdziesz wszędzie?
Andrzej, który od 20 lat pracował w jednej z firm motoryzacyjnych trafił na bruk. Co prawda ma za co żyć, bo otrzymał odprawę, twierdzi, że zdarzyło mu się coś najgorszego na świecie.
- Rozumiem decyzję szefa, ale gdy się dowiedziałam, wszystko się załamało. Bardzo lubiłem tę pracę, była sensem życia, a teraz nie wiem co ze sobą zrobić. Nie mam sił szukać innego zatrudnienia, o branży motoryzacyjnej nie mam co myśleć, wszystkie firmy teraz cierpią. Gdyby była możliwość pracy za połowę wynagrodzenia na pewno bym się zgodził - mówi Andrzej Spyra.
Bożena, która od 2 lat pracuje w biurze architektonicznym nie zamierza iść na kompromisy nawet gdyby miało się wszystko walić.
- Jeszcze szef nam nie zakomunikował, że trzeba będzie zrezygnować z świadczeń dla pracowników, ale może to zrobić, bo mamy mniej zamówień. Nie jest jednak aż tak dramatycznie. Nie zgodzę się, bo byłoby to poniżające. Mam konkretny fach, doświadczenia, dużo zainwestowałem. Wolałabym poszukać czegoś innego. Niech młodzi godzą się na obniżki, ja nie. Nie chcę wracać do poziomu płacy sprzed roku, czy dwóch lat. Szef po to jest szefem, żeby znalazł wyjście z tej sytuacji, jeśli chce mieć doskonały zespół musi zapomnieć o cięciu kosztów zatrudnienia - mówi Anna, chce zachować anonimowość.
